(Nie) możesz odmówić

Kiedyś potrzebowałem zwolnienie lekarskie. Było to jeszcze na studiach. Ojciec mojego kumpla był doktorem, więc zacząłem od typowego “możesz odmówić”. A on odmówił. Tak po prostu.

Bardzo dobrze zrobił. W tej sytuacji to ja byłem dupkiem. Próbowałem wymusić na nim pozytywną odpowiedź poprzez prymitywny szantaż emocjonalny. Ta niska zagrywka jest tak częsta, a ludzie tak bardzo nie potrafią się jej oprzeć, że jestem pełen podziwu dla mojego asertywnego kolegi. Ja na jego miejscu pewnie bym się zgodził i wpędził mojego wyimaginowanego ojca lekarza w kłopoty, a przynajmniej naraził na niedogodność.

Prywatność a przestępczość

Kiedyś czytałem wiele historii o tym jak to można by złapać wszystkich pedofilów, czy innych zbrodniarzy, ale głównie pedofilów, gdyby tylko policja miała dostęp do ich komputerów, czy też smartfonów. Zazwyczaj zaczynały się od jaskrawych opisów, które miały wstrząsnąć czytelnikiem. I to działało, przynajmniej na mnie. Dajcie im wszystko czego chcą, krzyczałem w duchu, moja prywatność jest nieistotna gdy chodzi o dobro dzieci. Dziś przeczytałem kolejny tekst tego typu. Tym razem jednak to nie redaktor używa krwistych argumentów, ale przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości.

Już nie

Kiedyś myślałem, że pisanie dobrych dialogów to wielka sztuka. Dziś też tak uważam i niestety nadal się tego nie nauczyłem, przykład poniżej.


To już prawie rok odkąd opuściliśmy kontynent, który ponownie zyskał miano starego. Zawsze planowałem, że jeśli to gówno znowu się zacznie, to zabieram stąd moją rodzinę w pierwszych dniach. Nigdy nie należałem do ludzi, którzy liczyli na szczęście. Może dlatego, że zazwyczaj miałem pecha. Zwłaszcza jeśli chodziło o spotykanie złych ludzi. A to co się teraz dzieje, w domu?, bardzo sprzyja osobnikom tego rodzaju. To jest ich czas, a więc nie mój. Miałem rację, chociaż wolałbym się mylić. Z tego co mi wiadomo wszyscy nasi bliscy już nie żyją, a przynajmniej liczymy, że byli na tyle fartowni. Teraz siedzimy tu, gdzie niecałe sto lat temu podobni nam uciekinierzy szukali azylu od zbliżonego horroru. Historia lubi się powtarzać. Co za banał. Ale tak już jakoś jest, że ludzkość najlepiej opisują banały.

Noc oczyszczenia a ekonomia

Kiedyś bardzo chciałem obejrzeć Noc oczyszczenia i to pomimo polskiego tłumaczenia tytułu. Szczerze mówiąc polski tytuł poznałem dopiero niedawno, wcześniej żyłem w błogiej nieświadomości. W końcu to “dzieło” zobaczyłem i… No mogło być gorzej, ale i tak było słabo. A Ethan Hawke dopisał kolejny obraz do serii swoich niepowodzeń, kiedyś to był aktor…

Nie o tym jednak chciałem. Niedawno obejrzałem recenzję Noc oczyszczenia: Anarchia, tak druga część, autorstwa Dakanna. Polecam przy okazji jego nowy kanał Tylko Kino. Recenzent poddaje tam w wątpliwość pomysł masowych morderstw jako rozwiązanie dla problemów socjalnych. I teraz ja, jako typowy przedstawiciel Internetów, muszę mu udowodnić, że nie ma racji.

Źle trafiłeś koleś

Kiedyś myślałem, że nie umiem pisać. Ale jako że bardzo to lubię, to ciągle pisałem tylko do tzw. szuflady, żeby nie razić publiki. Dziś nadal tak uważam, ale już się nie wstydzę. To przychodzi wraz ze starością. Poniżej próbka, męczycie się na własną odpowiedzialność.


Strasznie mnie dziś bolała głowa. Znowu te fagasy w pracy mieli milion nowych, głupich pomysłów. Tak się dzieje jak w firmie docenia się tylko tych co najgłośniej krzyczą. Nawet nie da się specjalnie winić szefostwa, bo niby skąd mają wiedzieć. Ale z drugiej strony… Powinna być jakaś weryfikacja. Ktoś jednak traci na tym pieniądze. Dziś gość przekonywał mnie, że zastosowanie jego rozwiązania oszczędzi dziesięć godzin jego czasu, a będzie kosztować jedynie pięćset funtów. Mistrz matematyki kurwa. Chyba sobie nie wyliczył, że taniej jest go zwolnić i zatrudnić dwóch studentów. I tak jest codziennie. Żona widząc, że jestem nieswój wysłała mnie po bułki. Ona lubi takie mięciutkie, słodkie, bez niczego. Ostatnio rodzynki jakoś jej nie podchodzą.

Książka

Kiedyś powiedziałem mojemu kumplowi, że chciałbym kiedyś napisać książkę. Na pytanie jaką, odpowiedziałem jakąkolwiek. Po jakimś czasie zorientowałem się, że musiałem wtedy wypaść jak Staszek. Ale nigdy tego nie sprostowałem.

Tu muszę wyjaśnić, kim jest Staszek. Kiedyś pracowałem w dość dużej firmie, która swoją siedzibę miała w Stanach, a w Polsce tak zwane low cost center. Chociaż nazywanie tego w ten sposób było zakazane i jeden kolega nawet stracił przez to pracę, ale to temat na innego posta. Była to moja pierwsza praca po studiach, tak samo jak dla większości osób przydzielonych do mojego projektu. Jednym z członków mojej grupy był właśnie Staszek. Człowiek ewidentnie z ADHD, w dodatku z Radomia. Szczycący się tym, że chodził na ustawki. W swojej niezmierzonej skromności dodawał jednak, że szedł zawsze w drugiej linii, bo był za mały. Jego zadaniem było tłuc tych, którzy upadli po przejściu linii pierwszej. Mimo, że zarabiał tyle samo co każdy z nas, to sprawiał wrażenie iż na nic nigdy go nie stać. Jak ktoś zamówił sobie pizzę, to on zawsze musiał spytać czy ta osoba zje całość, w nadziei, że dostanie kawałek. Po pewnym czasie firma ze Staszkiem się rozstała, co raczej nie było dla niej stratą. Po paru miesiącach wspomniany wcześniej kolega spotkał go na przystanku i zapytał, z uprzejmości, czym się teraz zajmuje. Staszek odpowiedział, że technologiami. Dociekliwość nakazała następne pytanie, a jakimi technologiami. Najnowszymi. Cały Staszek.

Pisanie jako hobby

Kiedyś myślałem, że ktoś kto naprawdę umie pisać, traktuje to jako hobby. Być może jest to prawdą. Dziś jednak jestem bliższy wolnorynkowej definicji, kto naprawdę umie pisać ten z tego żyje. Gdyż tylko jeśli jesteś w czymś bardzo dobry, to ktoś będzie za to chciał zapłacić. Można gdybać, że jest to bardziej skomplikowane. Bo na przykład blogerzy nie dostają pieniędzy od czytelników. Ale otrzymują je od reklamodawców, a bez czytelników nie byłoby reklam.