Kiedyś powiedziałem mojemu kumplowi, że chciałbym kiedyś napisać książkę. Na pytanie jaką, odpowiedziałem jakąkolwiek. Po jakimś czasie zorientowałem się, że musiałem wtedy wypaść jak Staszek. Ale nigdy tego nie sprostowałem.
Tu muszę wyjaśnić, kim jest Staszek. Kiedyś pracowałem w dość dużej firmie, która swoją siedzibę miała w Stanach, a w Polsce tak zwane low cost center. Chociaż nazywanie tego w ten sposób było zakazane i jeden kolega nawet stracił przez to pracę, ale to temat na innego posta. Była to moja pierwsza praca po studiach, tak samo jak dla większości osób przydzielonych do mojego projektu. Jednym z członków mojej grupy był właśnie Staszek. Człowiek ewidentnie z ADHD, w dodatku z Radomia. Szczycący się tym, że chodził na ustawki. W swojej niezmierzonej skromności dodawał jednak, że szedł zawsze w drugiej linii, bo był za mały. Jego zadaniem było tłuc tych, którzy upadli po przejściu linii pierwszej. Mimo, że zarabiał tyle samo co każdy z nas, to sprawiał wrażenie iż na nic nigdy go nie stać. Jak ktoś zamówił sobie pizzę, to on zawsze musiał spytać czy ta osoba zje całość, w nadziei, że dostanie kawałek. Po pewnym czasie firma ze Staszkiem się rozstała, co raczej nie było dla niej stratą. Po paru miesiącach wspomniany wcześniej kolega spotkał go na przystanku i zapytał, z uprzejmości, czym się teraz zajmuje. Staszek odpowiedział, że technologiami. Dociekliwość nakazała następne pytanie, a jakimi technologiami. Najnowszymi. Cały Staszek.