Na aborcje pogląd mam prosty. Nie, dla traktowania jej jako środka antykoncepcyjnego. Tak, jeśli zagrożone są płód bądź matka, czy też ciąża jest wynikiem gwałtu. Oczywiście chodzi mi o to jaki winien być status prawny. Bo jeśli chodzi o sam akt, to decyzje powinny podejmować kobiety.
Jeżeli ktoś chce urodzić dziecko spłodzone przez zwyrodnialca, to jego sprawa. Nigdzie nie jest zapisane, że ma z niego wyrosnąć drugi ojciec. Coś mi się kołacze po głowie, że sporo tyranów w historii miało całkiem normalnych, kochających rodziców. Jak ktoś chce wychowywać dziecko z wadą genetyczną, to on się będzie męczyć, co mi do tego. A jak on sam, bardziej ona, matka, nie uważa tego za mękę. Tym lepiej. Znaczy, że jest o wiele lepszym człowiekiem ode mnie. Zdrowie matki jest zagrożone, ale ona chce urodzić. Jej prawo. Ona wie najlepiej. Jak wspomniałem sprzeciwiałbym się jedynie aborcji z wpadki, ale i tu jestem skłonny ustąpić. Bo jak matka ma takiego dziecka nie kochać, to może lepiej, aby go nie było.